Przypominamy, że dziennik elektroniczny szkoły znajduje się tutaj!

 

Wspomnień czar!


    Jeśli ktoś chodzi do Gimnazjum im. ks. Karola Wojtyły w Sławkowicach, wie zapewne, iż klasa III B na wycieczki często nie jeździ. Toteż gdy dowiedziałem się (cóż, mogę się pochwalić, iż jestem uczniem niniejszej klasy), że wraz ze społecznością trzecioklasistów z A jedziemy na kilkudniową wyprawę w okolice Poronina, nie kryłem radości, ale i zdziwienia.

    Wszystko zaczęło się w poniedziałkowy poranek 27 maja, kiedy to połączone siły uczniów wraz z częścią kadry nauczycielskiej składającej się z Pań: Anety, Agnieszki oraz Beaty, wyruszyły spod szkoły w stronę hal i turni. Po krótkiej podróży, podczas której widok przybytku Mc’Donald’s wymusił na nas postój, zapakowaliśmy na stan naszego abstrakcyjnego i nonszalanckiego  przewodnika - Pana Macieja. Gdy już zapoznaliśmy się z nowym przybyszem oraz resztą uczestników wycieczki, udaliśmy się siłą kół do Muzeum Przyrodniczego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Oprócz krótkiego filmu o przyrodzie TPN (muszę w tym miejscu wspomnieć o niezwykle drobiazgowym lektorze), mogliśmy podziwiać wersję beta (czyt. wypchaną) fauny tatrzańskiej oraz puzzle z górską tematyką . Po dokładnym obejrzeniu eksponatów udaliśmy się (oczywiście busem) do pierwszego zakopiańskiego kościoła katolickiego, tzw. „starego kościółka” Matki Boskiej Częstochowskiej. Niezwykle piękna drewniana i stara konstrukcja wzbudziła we mnie zachwyt, a ołtarz widziany w całości naprawdę robił wrażenie. Następnie przeszliśmy do znajdującego się tuż obok Cmentarza Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku (brzyzek w gwarze góralskiej oznacza urwisko nad potokiem). Chowani są na nim ludzie zasłużeni oraz ci, którzy mają na nim stare rodzinne grobowce. Znajduje się tam 500 grobowców, z czego liczba rodzinnych wynosi 250-  co do nagrobka! (przypadek? nie sądzę).  Po krótkiej kontemplacji wyruszyliśmy  do Doliny Strążyskiej. O jej pochodzeniu geologicznym raczej rozpisywał się nie będę (mam nadzieję, że Pani Mazurek mi wybaczy) , wspomnę za to o wodospadzie zwanym Siklawicą, przy którym mieliśmy okazję przekonać się o tym, jak lodowata woda go tworzy. Podczas wędrówki „w tę i z powrotem”  zatrzymywaliśmy się przy całej masie zabytkowych pomników oraz kapliczek. Pan Maciej uraczył nas również kilkoma legendami. Po wyjątkowo miłym marszu skierowaliśmy swoje zmęczone nogi ku pensjonatowi. Zaspokoiwszy głodne brzuszki, mile zaskoczeni idealnym stanem zakwaterowania (łazienka się zamykała!), co poniektórzy wyruszyli na boisko, inni na basen, pozostali na jedno i drugie, a jakieś niedobitki zakotwiczyły w ośrodku. Po niewielkiej dawce szaleństwa poszliśmy spać (czyt. zarywaliśmy nockę), wiedząc, że czuwają nad nami niezmordowane opiekunki.

    Następnego dnia po śniadaniu, które  okazało się szwedzkim stołem (mimo różnorodności dań oraz napojów i tak połowa piła cappuccino), pojechaliśmy do muzeum znanego poety- Jana Kasprowicza. Willa „Harenda”, bo tak się to muzeum nazywa, była domem artysty, który za sprawą jego trzeciej żony, Marusi, przekształcono w swoisty skansen. Tuż obok znajduje się  mauzoleum poety (budowano je przez 7lat!), które również zwiedziliśmy. Po dokładnych oględzinach miejsca zamieszkania wybitnego Polaka, obraliśmy kurs na Gubałówkę. Zaraz po zrobieniu sobie zdjęć pod stacją dolną, wyruszyliśmy na ścieżkę. Dla niektórych była to ciężka przeprawa, lecz została ona nagrodzona niezapomnianym widokiem na Giewont, kramami, zjazdem kolejką linową oraz możliwością zastanowienia się nad pięknem naszego świata.

    Kolejnym punktem programu było Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej w Zakopanem, które zwiedziliśmy wraz z przyległym parkiem. Ołtarz papieski, droga krzyżowa oraz przepiękne witraże wprawiały w zachwyt. Następnie, przy wtórach pieśni nuconej przez naszych współplemieńców z klasy A, udaliśmy się na Krupówki. Po spędzonym tam czasie wolnym powróciliśmy do pensjonatu. Tuż po obiadokolacji odbyło się ognisko uwieńczone meczem w mroku. Egipskie ciemności spowodowały, że co poniektóre osoby pomyliły budynek, w którym zajmowaliśmy pokoje, ale przecież nic się nie stałoJ. Po tych wrażeniach czekało na nas kolejne szaleństwo- dyskoteka! (Niestety nie przebywałem na niej, więc większych informacji na temat tego, co się na niej działo, udzielić nie jestem w stanie).  Ukoronowaniem dnia były niezwykle zabawne obrady na temat naszego jutrzejszego celu. Wieść gminna niesie, że po harcach podobno niektórzy zasnęli. Trzeciego dnia, po ostatnim śniadaniu w ośrodku, zaczęliśmy z bólem serca pakować swoje plecaki oraz torby. Przed Doliną Kościeliską zabraliśmy na pokład naszego znajomego- Pana Macieja. Wędrówka obfitowała w legendy, pomniki, komercję -polecone dwa stoiska z oscypkami oraz fotograf (przypadek? nie sądzę) , jak i również skalne bramy. Tuż po dojściu do Schroniska na Hali Ornak złapał nas mały deszczyk. Jak tylko ustał, poszliśmy dalej nad Smreczyński Staw (smrek w gwarze góralskiej oznacza świerk). Szkoda jedynie, że nie wszystkim udało się dojść do celu (niektórym nawet do doliny wejść się nie chciało!).

    Po pożegnaniu z naszym przewodnikiem rozpoczęliśmy powrót do rodzinnych stron. Byli tacy, których zmęczenie zmogło tak bardzo, że zażyli snu już podczas jazdy. Wszystko zakończyło się przyjaznymi rozstaniami oraz określaniem lokalizacji niektórych osób. Z całą pewnością wycieczka była niezwykłym przeżyciem dla obu klas, szkoda jednak, że była ona ostatnią w tak zacnym gronie.

                                                                       Szymon Gawlik IIIB


    

 Zdjęcia w galerii.